sprawozdanie z filmu za niebieskimi drzwiami

Za niebieskimi prosimy UDOSTĘPNIAJCIE :) "Behind The Blue Door" “…Zdecydowanie widowiskowy obraz fantasy, pełen magii, której trudno się oprzeć (…) Facebook To jakby gotowy scenariusz młodzieżowego filmu przygodowego z elementami science-fiction. A o czym mowa? O najnowszej książce Marcina Szczygielskiego - „Za niebieskimi drzwiami". Ten, uhonorowany już kilkoma poważnymi nagrodami, autor ma szansę na kolejną. Myślę, że wielbicieli jego twórczości nie muszę do tego specjalnie W świecie za niebieskimi drzwiami wszystko jest kolorowe i rozświetlone, a niebo jest zawsze błękitne, nawet w nocy. Wszystko tam jest też bardzo duże i przyjemne dla oka, a niektóre rzeczy mają zdolność do poruszania się i mówienia. Ludzie w tym świecie są bardzo szczęśliwi i zawsze uśmiechnięci, a ich ubrania są pełne Chłopiec chodzi tam parę razy, a któregoś dnia idzie trochę dalej i trafia .Za niebieskimi drzwiami - krótkie streszczenie. Potrzebuje 8 punktów od momentu wejścia do srebnego świata do końca„ Za niebieskimi drzwiami" czyli jak napisać dobrą lekturę szkolnąCiekawostki filmu Za niebi…. Czytaj więcej. Za niebieskimi drzwiami 2016. Za niebieskimi drzwiami. 1g. 20m. Łukasz wyjeżdża z mamą na wymarzone wakacje. Podróż przerywa wypadek, w wyniku którego zostają rozdzieleni. Chłopiec trafia pod opiekę ekscentrycznej ciotki Agaty, która zabiera go do prowadzonego przez siebie pensjonatu nad morzem – Domu na Wysokim Klifie. nonton film kgf chapter 2 sub indo. Ewę Błaszczyk z czystym sumieniem mogę nazwać kobietą niezłomną. Ta niezwykle dzielna i wyjątkowa polska aktorka przeszła w życiu przez piekło, którego nie życzę nikomu. Tego samego roku zmarł jej mąż, a jedna z córek zakrztusiła się tabletką i zapadła w śpiączkę na długie lata. Gdy dowiedziałam się, że artystka zagra w ekranizacji książki Marcina Szczygielskiego, wiedziałam, że szykuje się wyjątkowa produkcja. Wypadki chodzą po ludziach Łukasz – główny bohater zarówno książki, jak i filmu – wraz z mamą wyjeżdżają na wyczekiwane wspólne wakacje. Po drodze ulegają poważnemu wypadkowi. Gdy chłopiec odzyskuje w szpitalu przytomność, dowiaduje się, że jego rodzicielka leży w innej placówce w śpiączce. Za niebieskimi drzwiami porusza tak trudne tematy, jak śmierć czy choroba. Robi to jednak z obu perspektyw, poszkodowanego i jego rodziny, która musi nauczyć się funkcjonować w zaistniałej sytuacji. Kadr z filmu „Za niebieskimi drzwiami” Muszę podkreślić, że recenzowany film – ale też książka – przeznaczony jest dla młodzieży. Co prawda w dodatkach specjalnych twórcy wypowiadają się, że ich zdaniem nie ma tu ograniczeń wiekowych, ja jednak uważam, iż młodszy odbiorca bardziej się przestraszy niż zrozumie, o co w tym wszystkim chodzi. Siła dziecięcej wyobraźni i rodzicielskiej miłości Po wyjściu ze szpitala Łukaszem zajmuje się jego ciotka, o której istnieniu wcześniej nawet nie wiedział. Kobieta ta prowadzi nad morzem pensjonat skrywający niezwykłą tajemnicę. Pewnego dnia chłopiec odkrywa, że gdy odpowiednio zastuka w drzwi do swojego pokoju, otworzy się przejście do innego – oczywiście fantastycznego – świata. Jednakże, jak się okazuje, tajemnicze miejsce nie jest tym, czym na początku się wydaje. Akogo? i Budzik Muszę przyznać, że od początku coś mi w tym filmie zgrzytało. Bynajmniej nie mam na myśli faktu złego nagłośnienia (też macie wrażenie podczas oglądania polskich filmów, że dźwięk jest doklejany w postprodukcji?) czy bardzo podciągniętego – wręcz rażącego po oczach – kontrastu kolorów. Błędy logiczne piętrzyły się przez cały czas, ale spokojnie, na koniec wszystko się wyjaśnia. W jaki sposób? Pewnie szybko na to wpadniecie (mnie to zajęło pierwszych kilkadziesiąt minut), nie będę wam jednak odbierać przyjemności z seansu. Kadr z filmu „Za niebieskimi drzwiami” Ten niezwykły ze względu na treści i efekty specjalne film powstał przy współpracy z fundacją prowadzoną przez wcześniej wspomnianą Ewę Błaszczyk. Celem Akogo? jest pomoc dzieciom po ciężkich urazach mózgu, często przebywających w śpiączce. Dzięki klinice Budzik, mali pacjenci są leczeni nawet do piętnastu miesięcy po wypadku, według indywidualnego programu, ustalanego wspólnie przez lekarzy, rodziców i rehabilitantów. Kadr z filmu „Za niebieskimi drzwiami” Podsumowanie Za niebieskimi drzwiami jest niezwykle trudno zrecenzować. Niewątpliwie to film warty obejrzenia. Jednakże gdybym miała go ocenić według naszych standardowych wytycznych, nie wypadłby dobrze. W związku z tym zdecydowałam się nie zamieszczać tym razem szczegółowej oceny numerycznej. Historia Łukasza i jego mamy nie tylko ściska za serce i momentami przeraża (swoją drogą Michał Żebrowski wspaniale wcielił się w antagonistę nie z tego świata), ale też uczy by mówić codziennie „kocham cię” naszym bliskim. Czekam na kolejny polski okołofantastyczny film! W repertuarach kin pojawiła się wyjątkowa propozycja dla młodszych widzów. Promowana hasłem: „Nie śniła ci się taka przygoda” ekranizacja powieści Marcina Szczygielskiego Za niebieskimi drzwiami. Czy rzeczywiście jest to film dla starszych dzieci i młodszych nastolatków, a może kino familijne? Dlaczego takiego obrazu jeszcze w Polsce nie było i czym zaskoczyli nas jego twórcy? Co takiego kryje się za tytułowymi niebieskimi drzwiami?Książkowy pierwowzórZa niebieskimi drzwiami Marcina Szczygielskiego to wydana sześć lat temu powieść dla dzieci i młodzieży, która zyskała sporą popularność i trafiła na listę szkolnych lektur. To pełna niesamowitości – ale też grozy – historia chłopca, którego życie w jednej chwili się Łukasz wybiera się z matką na wakacyjny wypoczynek nad jeziorem. Kobieta dużo pracuje, na co dzień nie ma zbyt wiele czasu dla syna, dlatego ten wyjazd wiele dla chłopca znaczy. Matka i syn są ze sobą bardzo związani, mają tylko siebie. Łukasz nie zna swojego ojca i nie ma żadnych bliższych ani dalszych krewnych. Dochodzi do poważnego wypadku. Łukasz budzi się w szpitalu z poważnie uszkodzoną nogą, jego matka nie budzi się wcale. Zapada w przytłacza szara codzienność i fakt, że jako dziecko na nic nie ma wpływu, nie może decydować nawet o własnym losie. Zamieszkuje tymczasowo z sąsiadką – którą oboje z matką nazywali zdrobniale Cebulką – tymczasem przestronne i nowocześnie wyposażone mieszkanie, które matka Łukasza kupiła na kredyt, prawdopodobnie przejmie bank. Dziecko codziennie dzwoni do szpitala, by zapytać: „Czy moja mama już się obudziła?”.Łukasz jest typowym nastolatkiem, którego spotkała tragedia i w związku z tym musi szybko dorosnąć. Łączy w sobie kiełkującą dojrzałość z dziecięcą naiwnością i wiarą, że wszystko dobrze się skończy. Łudzi się, że jutro wstanie nowy dzień i wszystko będzie jak kiedyś, jednocześnie mając świadomość, że to, co było, nie wróci i nic już nigdy nie będzie takie samo. W filmie zostało to wyeksponowane we wzruszającej scenie, w której chłopiec zakrada się nocą do własnego domu i żegna z dawnym filmu postanowili zagęścić akcję. W książkowym oryginale leczenie i rehabilitacja Łukasza trwa prawie rok, w filmie bohater już po miesiącu opuszcza szpital i zamieszkuje chwilowo z panią Cybulską (Teresa Lipowska). Pewnego dnia w drzwiach staje obca kobieta, która twierdzi, że jest starszą siostrą matki Łukasza i chłopiec ma zamieszkać z nią w drugim końcu Polski. Oboje wsiadają do zdezelowanego wana ciotki Agaty (Ewa Błaszczyk) i tak zaczyna się niesamowita podróż w sensie dosłownym i symbolicznym.[DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU ZDRADZA ISTOTNE WĄTKI ORAZ ELEMENTY ZAKOŃCZENIA KSIĄŻKI I FILMU]Już sama nadbałtycka prowincja jest dla nastolatka czymś mocno egzotycznym. To ustronne, otoczone wodą i lasami miejsce tak bardzo różni się od wielkomiejskiego zgiełku stolicy. Podupadająca gotycka posiadłość ciotki Agaty pełni w sezonie funkcję hoteliku. Jesienią, czyli w momencie, gdy bohater tu trafia, zamienia się w ponury labirynt pełen tonących w mroku korytarzy i dziesiątek drzwi, w które – to podstawowa zasada – zawsze trzeba pukać. Łukasz zamieszkuje w dawnym pokoju swojej matki, który wyróżnia się na tle posępnej rezydencji pomalowanymi na błękit drzwiami. Już po kilku dniach pobytu w Wysokim Klifie chłopiec odkrywa przypadkowo, że drzwi są portalem do innego oceanTo, co ukazuje się naszym oczom, gdy bohater uchyla tytułowe niebieskie drzwi, przerasta najśmielsze oczekiwania. Marcin Szczygielski co prawda opisał ten magiczny świat z najdrobniejszymi szczegółami, oddając jego kolorystykę, fakturę, ruch, etc., ale wizja twórców filmu jest zjawiskowa oraz – co ważne – harmonijna i nie przesłodzona. Spektakularny widok. Pastelowe kolory błękit, turkus i brzoskwiniowy róż. Fantastyczna roślinność, niesamowite ptako-ważki. Ten świat wydaje się być osuszoną rafą koralową. Dookoła unoszą się meduzy i świetliste drobinki, które niczym plankton falują w powietrzu. Nie wiem, czy inni widzowie podzielą moje zdanie, ale filmowy Srebrny Świat jest dla mnie jak głębia oceanu. Miejsce nieznane i niedostępne ludzkiemu oku. Bajkowo piękne, ale też nieprzewidywalne i niebezpieczne…Łukasz wizualnie przypomina mi Willa ze Stranger Things, (to pewnie przez tę fryzurę i moje zamiłowanie do wyszukiwania podobieństw i sobowtórów, ale jakieś głębsze podobieństwo chyba też miedzy nimi jest) chłopca, który również zagubił się w równoległym wszechświecie, tyle że znacznie mroczniejszym, bardziej groźnym, takim z którego – w przeciwieństwie do polskiego bohatera – nie mógł z łatwością książka, ani film nie są infantylną opowieścią dla najmłodszych. W Za niebieskimi drzwiami jest sporo mroku, złowieszczości i grozy. Makabryczny Krwawiec czy „opętanie” ciotki Agaty nadają historii niepokojący charakter. Nie od dziś wiadomo, że najmroczniejsze upiory rodzą się w umysłach dzieci…Role Ewy Błaszczyk i Michała Żebrowskiego z pewnością przejdą do historii. Aktorka, choć krótko pojawia się na ekranie, zdołała wykreować dynamicznie zmieniającą się postać. Chłodna i zdystansowana stara panna o powierzchowności à la Mia Farrow transformuje w szaleńca rodem z horroru o egzorcyzmach. Z kolei Żebrowski w ogóle nie przypomina w tym filmie siebie i to jest najlepsze. Filmowy Krwawiec mocno różni się od tego opisanego przez Szczygielskiego, jest zdecydowanie bardziej demoniczny i enigmatyczny. Ten przerażający stwór – w przeciwieństwie do powieściowego pierwowzoru – nie ma w sobie nic z człowieka. Inwencję twórców filmu w odniesieniu do tego bohatera można podziwiać na zdjęciu profilowym artykułu i oczywiście w filmowaFilm w reżyserii Mariusza Paleja z jednej strony jest wierną ekranizacją powieści, z drugiej jego twórcy wykreowali oryginalny, bo przecież nieistniejący, świat nie tylko z opisów Szczygielskiego, ale i własnej wrażliwości i wyobraźni. W filmowej wersji Za niebieskimi drzwiami – jak w każdej adaptacji filmowej – pojawiają się większe i mniejsze skróty, większe i mniejsze zmiany w fabule i sposobie portretowania bohaterów, ale nie powiedziałabym, że film jest gorszy od książki. Książka jest rzeczywiście bardzo dobra (i mówię to ja, osoba która nie przepada za literaturą dziecięcą i młodzieżową), a film nie jest jej odbiciem w skali jeden do jednego. W niektórych miejscach nie dorównuje oryginałowi, za to w innych zdecydowanie nadrabia, a nawet przerasta książkę. Obie opowieści są godne polecenia, i to nie tylko dla młodszego czytelnika/widza. Finałowy twist jest co prawda do przewidzenia (znacznie bardziej w książce, w filmie można tę subtelną sugestię przegapić), ale nie zmienia to faktu, że polskie kino rzadko kiedy robi na widzu – i młodym, i dorosłym – takie widocznej zmiany względem literackiego oryginału dokonali scenarzyści w postaci Krwawca. Książkowa geneza istnienia tej istoty nie została w filmie wyeksponowana, pojawił się za to nieobecny w powieści wątek z zatonięciem kutra rybackiego, który miał niejako wypełnić powstałą w tę sposób lukę i wprowadzić do filmowej opowieści postać zaginionego ojca głównego koniec seansu poczułam się lekko zawiedziona. Usunięcie z planu realistycznego ciotki Agaty, to niby miała zmiana, ale ma poważne implikacje dla odbioru całości. Przedfinałowa scena w szpitalu demitologizuje świat za niebieskimi drzwiami, sprowadzając go do roli snu, wytworu fantazji. Zakończenie Szczygielskiego było może sentymentalne, ale zdecydowanie bardziej dwuznaczne. W powieściowej historii zwaśnione siostry godzą się po latach, pensjonat Wysoki Klif istnieje naprawdę, a Łukasz ma szansę odwiedzić ciotkę i przekonać się, czy wszystko, czego doświadczył, było jedynie sennym rojeniem, czy może wystarczy zapukać w błękitne drzwi, które z pewnością tam są, aby historia ta miała dalszy ciąg…Postprodukcja filmu trwała niemal dwa lata (zdjęcia kręcono między wrześniem a listopadem 2014). Wiele scen z Za niebieskimi drzwiami zostało wygenerowanych komputerowo, chyba jeszcze nigdy w polskim kinie nie wykorzystano efektów specjalnych na taką skalę. Aż ciśnie się na usta, a raczej pod palce, stwierdzenie: takiego obrazu jeszcze w Polsce nie było!Jedyne, co zgrzytało, to wyczuwalne naturszczykostwo młodych aktorów. Chociaż niektórzy z nich mają już na koncie drobne role, większość debiutowała. To dziwne, ale w scenach, w których dzieciaki powinny czuć się naturalnie i swobodnie, czyli w słownych przekomarzankach i pyskówkach, wyczuwa się sztuczność. Ale jest to tylko kilka krótkich scen. Generalnie młodzi aktorzy wypadli nieźle, szczególnie wcielający się w rolę Łukasza Dominik do wyimaginowanego świataWarstwa wizualna filmu zachwyca. Trudno nie dostrzec inspiracji filmowym Avatarem. Scenografia i kolorystyka świata za niebieskimi drzwiami z pewnością nawiązują do tego wykreowanego przez Jamesa Camerona. Ale to nie wszystko, również w warstwie fabularnej można odnaleźć pewne analogie. Dwa światy, realny i „wirtualny”. Inne, ale z pewnej perspektywy na równi prawdziwe. Do tego motyw niepełnosprawności bohaterów. W powieściowym oryginale Łukasz zostaje uzdrowiony w Srebrnym Świecie na stałe, po powrocie do rzeczywistości jego noga nadal jest sprawna. W filmie jednak po przekroczeniu progu pokoju za niebieskimi drzwiami ból wraca i chłopiec ponownie porusza się z trudem, jest zmuszony wspierać się kulami ortopedycznymi. Tylko w baśniowym uniwersum jest kimś na kształt superbohatera, który ratuje świat. W prawdziwym życiu jest zwyczajnym słabym zdjęcia Witolda Płóciennika, genialna, dopracowana w detalach scenografia, muzyka Michała Szablowskiego – wszystko to składa się na klimatyczną opowieść o dziecięcej wyobraźni oraz niesamowitą podróż, w jaką twórcy filmu zabierają życiowym jednego z nastoletnich bohaterów książki Za niebieskimi drzwiami jest hasło z jego ulubionego serialu Z Archiwum X, słowa „Chcę wierzyć”. Oglądając film Mariusza Paleja, chciałam uwierzyć i wierzyłam w istnienie baśniowego Srebrnego Świata. Stałam się trzydziestoletnim dużym dzieckiem. A to chyba najlepsza rekomendacja, jaką twórcy podobnego filmu mogliby sobie wymarzyć.*Dla Ewy Błaszczyk z pewnością jest to wyjątkowo osobisty film. Dwudziestodwuletnia córka aktorki, Aleksandra, od szesnastu lat jest w śpiączce. Błaszczyk jest założycielką i prezesem fundacji „Akogo”, która wspiera warszawską Klinikę Budzik. Część dochodu ze sprzedaży biletów zostanie przekazana tej właśnie Kornelia Farynowska Scenariusz: Katarzyna Stachowicz-Gacek, Magdalena Nieć, Adam Wojtyszko Reżyseria: Mariusz Palej Nietrudno mi wyobrazić sobie siebie jako młodego widza. Wręcz przeciwnie, młody widz to moje drugie ja. I jako młody widz dostrzegam wiele wartości w tej opowieści, podoba mi się przygoda i niezwykły świat. Ale widzę też, że zabrakło kilku miesięcy na pieszczoty scenariuszowe. Historia zaczyna się pięć razy, zanim naprawdę się zacznie. Mamy pięć fałszywych początków, czyli sytuacji wielkich zmian w życiu bohatera, po których spodziewamy się, że zostanie zadane jakieś dramaturgiczne pytanie. Ale nie zostaje zadane. 1 - Łukasz spakowany rusza na wyczekiwane wakacje 2 - Łukasz budzi się po wypadku w szpitalu 3 - Łukasz wprowadza się do sąsiadki Cybulskiej 4 - Łukasz wprowadza się do ciotki Agaty 5 - Łukasz wkracza w zaczarowany świat Wszystkie te sytuacje budują wrażenie nowego otwarcia, ponieważ bardzo zmieniają stan, który je poprzedzał. Jednak żadna z nich nie wywołuje w Łukaszu działania, którego przebieg opisywałaby ta historia. Robi to dopiero kolejny punkt: 6 - Łukasz wraca do zaczarowanego świata, żeby pokonać Krwawca To jest moment, w którym Łukasz podejmuje jakąś decyzję. Wreszcie chce coś zrobić, wreszcie mogę mu w czymś kibicować i niepokoić się, co z tego będzie. To jest połowa filmu, czyli według mojej ekierki pół godziny za późno. Pół godziny opowieści należałoby wyciąć, żeby historia była bardziej angażująca. Proponowałbym tak: Napisy początkowe. Auto ciotki jedzie w zachodzącym słońcu. Coraz dalej od wieżowców słonecznego miasta, coraz mniejsze drogi, lasy i mrok. Łukasz śpi. Śnią mu się przebitki, jak był szczęśliwy z mamą, jak mieli wypadek, jak mama jest w śpiączce. Kończą się napisy początkowe, kończą się wspominki, auto w środku nocy staje przed bramą upiornego domu (trzecia minuta). Potem Łukasz chodzi po domu, poznaje zasady, gości, sąsiadów, zwiedza okolicę. Trochę więcej dowiadujemy się o jego przeszłości, za którą tęskni, o jego nieuświadomionej potrzebie, o historii ojca i matki. Odkrywa zaczarowany świat, spotyka Krwawca (ósma minuta). To jest zdarzenie inicjujące. W końcu podejmuje decyzję, żeby coś tam zrobić (piętnasta minuta). To, co ma zrobić, to już zależy od tego, o czym jest film. Jeśli jego decyzją ma być zabicie Krwawca, to zdarzeniem inicjującym powinno być odkrycie, że ciotka jest opętana. W tym przypadku jego pierwsze wejście do zaczarowanego świata powinno być po tym, jak odkryje opętanie (ciotka musiałaby się zarazić w inny sposób). Jednak byłoby lepiej, gdyby jego decyzją napinającą całą opowieść było odnalezienie w tym świecie ojca, bo tylko ojciec może obudzić mamę. Może Łukasz myśli, że Krwawiec to ojciec. I chcąc go ściągnąć z zaświatów sprowadza śmierć do świata żywych. Dlatego walcząc o ciotkę i cały swój świat w kulminacji niszczy Krwawca, jednocześnie grzebiąc szansę na powrót ojca i wybudzenie mamy. Wtedy cały film były drogą małego chłopca do zrozumienia, że rodzice już do niego nie wrócą. Wtedy mama powinna do samego końca się nie obudzić, a Łukasz powinien zaakceptować nowe życie z ciotką. To by mi się marzyło i to by mnie wzruszało. Troszkę niejasności i niekonsekwencji: Łukasz ma nadzieję, że jego mama się zbudzi, ale nic nie robi, żeby do tego doprowadzić. Oczywiście dziecko w takiej sytuacji niewiele może zrobić, ale to konkretne dziecko ma zaczarowany świat. Dlaczego nie pyta Krwawca, czy on ma moc obudzenia mamy? Dlaczego nie proponuje mu, żeby poszedł z nim do szpitala? Dlaczego nie robi czegokolwiek, co w jego głowie zbliżałoby go do uratowania mamy? Poza tym wypadek powinien być przez niego. On powinien się nieładnie zachowywać i kiedy mama odwraca się, żeby go uspokoić, nie patrzy na drogę i bum. Wtedy jego walka o uratowanie mamy byłaby drogą do bycia grzecznym chłopcem. Jak to możliwe, że ciotka jest siostrą mamy, a jest trzydzieści pięć lat starsza? Chyba jest siostrą babci. Jak to możliwe, że mama ma czarnobiałe zdjęcia z okresu, kiedy była dorosła? Przecież Cybulska od razu powinna alarmować, że to oszukana ciotka, co chce porwać dziecko. Godzinę później się okazuje, że to wszystko i tak wymysł Łukasza, ale w momencie, gdy to odkrywamy, to nie jest traktowane jako wskazówka, że coś jest nie tak, ale jak błąd logiczny w opowieści. Łukasz poszedł do zaczarowanego świata i przyniósł zarazki. Jakie znaczenie ma to, że przez niego ciotka się zamieniła w potwora? Czy Łukasz ma z tym jakiś problem? Czy popełnił jakiś błąd? To jest bardzo ważny element napinający opowieść, ale zdaje się nie mieć konsekwencji dla bohatera. Oczywiście konsekwencje ma fakt, że ciotka jest opętana, ale nie ma fakt, że to Łukasz ją zaraził. To powinno się stać w wyniku jego niegrzeczności, tej samej, która zaskutkowała wypadkiem mamy. Dlaczego wejście do tego świata jest w dawnym pokoju mamy? Ona pomalowała drzwi na niebiesko, czy to znaczy, że ona stworzyła ten świat? A jeśli nie, to jakie ma znaczenie dla Łukasza, że wejście do świata jest w jej pokoju? Czy mama była kiedyś w tym świecie? Czy poznała Krwawca? Czy Krwawiec był wtedy małym chłopcem? Czy mama wtrąciła tam ojca, którzy przemienił się w Krwawca? Dlaczego ciotka zamieniła się w potwora, a Łukasz nie? Jak działają te pajęczyny? Dlaczego koledzy Łukasza też się nie zarazili? Co ciotka chce z nimi zrobić, jak ich dopadnie? Zjeść? Przemienić w pajęczaki? Użyć energii ich ciał do otworzenia portalu, przez który zstąpi Krwawiec? Nie wiem jaka jest stawka ich pojedynku z ciotką-potworką. Dom w pajęczynach wygląda super. Tylko nie wiem, po co tak wygląda. Na początku Łukasz nie polubił się z kolegami, ale nie wiadomo dlaczego. To nie jego wina, to raczej oni są uprzedzeni. Więc on w żaden sposób nie musi się zmieniać, żeby pomogli mu w walce z Krwawcem. To oni w tej relacji przechodzą większą przemianę. Byłoby lepiej, gdyby on był pyszałkowatym gogusiem z miasta, który pomiata wiejskimi dziećmi, a potem musiał ich przekonać do pomocy. Fajna jest opowieść o ojcu, który zniknął, i o rybakach, którzy zatonęli, ale miałem nadzieję, że zaskoczenie w tym wątku będzie większe. Że ten ojciec okaże się Krwawcem, albo że gdzieś tam jest w pajęczynie uwięziony, albo coś jeszcze innego. Liczyłem, że zaczarowany świat przyniesie zaskakującą odpowiedź na pytanie o przeszłość, a przynosi oczywistą odpowiedź. Zaskakujące jest, że przed kulminacyjną walką z największym wrogiem dostajemy obrazek z mamą uderzającą w drzwi i wiemy już, że cała ta walka toczy się w głowie Łukasza. Zapewne to miało podbić stawkę, bo rozumiemy, że Łukasz walczy o życie i jak zostanie w tej pajęczynie, to już się nigdy nie wybudzi. Jednak uważam, że to obniża stawkę, ponieważ wiemy, że ciotce i kolegom nic nie grodzi, bo wcale ich nie ma. A Łukasz i tak jeśli przegra, to zostanie w tym świecie, niezależnie od tego, czy jego ciało jest w jakimś szpitalu, czy w krwawcowej sieci. Takie wyjście z opowieści tuż przed kulminacją obniża napięcie. Ja czuję się oszukany. Kulminacyjną walkę z Krwawcem wygrywają koledzy Łukasza, a on w tym czasie leży skrępowany. To oni wpadają na pomysł, ryzykują, przeprowadzają akcję wpuszczenia ptaków do miasta i wygrywają. Dlaczego to nie mogła być jego akcja? Wcześniej odkrył, że ptaki zjadają pajęczynę, ale plan wykorzystania tej wiedzy w walce z Krwawcem to plan kolegów. Niestety ten plan jest naiwny i niewiarygodny. Przecież nawet młody widz widzi, że ten żywopłot ma kilkanaście metrów wysokości. Dlaczego ptaki nie mogę przelecieć nad nim? Czy jest tam jakieś tajemnicze pole siłowe? Do samego końca nie wyjaśnia się, kim jest Krwawiec, czego chciał od świata żywych i co to za zaczarowany świat. Dlaczego to miasto jest opuszczone? Czy on wszystkich zjadł? Czy wszyscy uciekli? Czy nigdy nikogo tu nie było? Czy on chciał przejść do świata żywych, czy ciotka-potworka miała łapać wszystkich w sieć i wysyłać tutaj? O co chodzi z kolegami w szpitalu? Łukasz ich uratował, czy nie? Czy to oni uratowali jego, skoro pocięli chaszcze i wpuścili ptaki? Dlaczego nic nie pamiętają? Czy mają swoje sny o innych zaczarowanych światach? Dlaczego jeden z nich pamięta trochę? Co wynika z tego dla Łukasza, że ci koledzy naprawdę się z nim obudzili? Łukasz walczy z Krwawcem i udaje mu się go pokonać, ale czego się uczy robiąc to? Jaką na początku ma nieuświadomioną potrzebę, którą realizuje dzięki tej przygodzie? Co musi zrozumieć, żeby móc pokonać Krwawca? Jego pokonanie to zasługa pracy zespołowej, ale nie poznaliśmy Łukasza jako pysznego gogusia i samoluba. Od początku kocha mamę i zawsze po kłótni przeprasza ciotkę. Więc nie mam poczucia, że na końcu tej opowieści jest inny niż na początku. W szpitalu na koniec mówi, że chciałby, by mama już się nie bała. Ale przecież nie widzieliśmy, że mama się kiedyś czegoś boi. On też nie był synem, który lekceważy matczyne lęki. Więc o czym jest ta przygoda? Na koniec kilka słów o gatunku: Pierwsze połowa to horror, druga to przygodowe fantasy. Bardzo odważne połączenie, ale ta niekonsekwencja gatunkowa może nie przypaść do gustu młodym widzom i ich rodzicom. Dlaczego na początku to horror: - Jest miło, szczęśliwa rodzinka jedzie na wakacje, aż tu nagle wypadek. Latają kończyny, nieme krzyki, dramat i przerażenie. - Łukasz ma poważnie rozwaloną nogę, podczas rehabilitacji widzimy straszne blizny na jego kolanie. - Mama jest w śpiączce, a gdy Łukasz zdejmuje z niej prześcieradło to muzyka i montaż budują wielką grozę tej sytuacji. - Kulminacja sił zła pojawia się w osobie niesympatycznej ciotki, która potem grasuje opętana po sufitach. To wszystko ma przerazić. Tylko dlaczego ważne jest, żeby młody widz bał się przez pierwsze pół filmu? I najważniejsze: co bardziej doceni młody widz? Ja jako reprezentant grupy docelowej zapewniem, że nie chcę się bać, wolę przeżywać przygody i odkrywać zaczarowane światy. Jeśli ta analiza czegoś Cię nauczyła, rozważ wsparcie 5 zł na Patronite. Zapraszam też do przeczytania innych analiz: PLAC ZABAW Nic się nie dzieje, nic się nie dzieje, zabijają dziecko, koniec filmu. JESTEM MORDERCĄ Na mocy nadanej mi przez poczytność mojego bloga ogłaszam ten film najlepszym spośród wszystkich w tegorocznym konkursie festiwalu w Gdyni. Mam jednak malutkie uważki. POWRÓT DO LISTY ANALIZ Kiedy pojawiły się pierwsze informacje o Za Niebieskimi Drzwiami, internet zalała fala pozytywnych komentarzy. Oto pojawił się swoisty horror dla dzieci, wielkobudżetowa wizualna fiesta, pełna wspaniałych poruszających motywów i ról, a wszystko to, z Polski. Nic tylko kupować bilety i oglądać, prawda? Cóż, z ciekawości zajrzałem za te niebieskie drzwi i to, co tam ujrzałem, nie zrobiło na mnie najlepszego wrażenia… Problemy zaczynają się jeszcze przed wejściem na salę kinową, gdy dorwie się ulotkę filmu, i przeczyta, jakie to wspaniałości zaoferuje nam ta produkcja. Ale to, co najbardziej przykuło moją uwagę, to malutki cytat pewnego recenzenta, który głosi, iż "Młody widz, w końcu został potraktowany poważnie". To bardzo mocne słowa, sugerują bowiem, że wszystkie inne bajki dla dzieci, to tak naprawdę ogłupiający bezsens – włączając w to wszystkie Pixarówki, W głowie się nie mieści, Toy Story, Wall-E, Odlot… Nie, jeśli traktujesz swoje dziecko poważnie, twoim wyborem powinno być Za Niebieskimi Drzwiami, a twórcy jak najbardziej się z tym zgadzają. Tylko potem wchodzisz na salę kinową i nagle się okazuje, że to "poważne podejście" do widza, jest jedynie nieśmiesznym żartem działu PR. Za Niebieskimi Drzwiami opowiada nam historię 12-letniego Łukasza (debiut aktorski Dominika Kowalczyka), który jedzie sobie ze swoją mamą na wakacje. Sielski obraz zostaje zakłócony przez paskudny wypadek, w wyniku którego Łukasz doznaje zmiażdżenia kolana, a jego matka ląduje w śpiączce. W związku z sytuacją Łukasz trafia pod opiekę swojej ciotki, Agaty (Ewa Błaszczyk), gdzie odkrywa tajemniczy świat pełen cudów, dziwów, i włosów Krwawca (Michał Żebrowski), który to żywi się innymi żywymi istotami. Nie będę obijał w bawełnę, choć scenariusz filmu traktuje o bardzo poważnych i dramatycznych rzeczach, jedynym dramatem jest jego jakość. Scenariusz tego filmu to nielogiczna parodia gatunku, pełna dziur fabularnych i momentów, które można tłumaczyć jedynie jako "Because Movie". Klisza, kliszą, kliszę pogania, wszystko jest opowiedziane bardzo słabo, a gdy film próbuje być poruszający, powoduje raczej wybuch śmiechu, gdy na przykład, nasz protagonista, wpatruje się z tęsknotą, w ekran swojego telefonu, bo na tapecie ma zdjęcie z mamą. Nie podlega wątpliwości, że od strony fabularnej, film bardzo stawia na głównego bohatera, ale niestety, Dominik Kowalczyk zdecydowanie powinien wrócić do szkoły, i przestać się bawić w aktorzenie. Nie będę się bawił w miłe słowa – ten dzieciak to kompletny niewypał. Jego ekspresje są albo przesadzone, albo niewystarczające. A co gorsza, Dominik ma wadę wymowy, i to tak cholernie bawi, zwłaszcza gdy próbuje wymówić imie Krwawca. I chyba nie tylko mnie, skoro scenarzyści tak często każą mu to imie wymawiać. Sama postać, którą gra Dominik, jest niewiele lepsza. Owszem, rozumiem, że trudno jest mierzyć się z sytuacją, gdzie jego matka leży w śpiączce, ale ta miłość do matki jest tak przerysowana, że zaczyna wyglądać na wczesną formę kompleksu Edypa. Kolejnym słabym ogniwem w filmie jest postać Ciotki Agaty, grana przez Ewę Błaszczyk. Nie wątpię, że pani Ewa to świetna aktorka, swoje umiejętności pokazywała już w wielu filmach, ale Za Niebieskimi Drzwiami na pewno nie jest jej najlepszym występem. Agata ma ciągłe wahania nastroju, a to raz jest wredną babą, po to by za chwilę być kochającą ciocią, a potem jest jeszcze kimś innym. Co scena, to inna postać, i jest to dość mocno widoczne. Inni recenzenci mówią, że to bardzo głęboka i wielowarstwowa postać. Nie moi mili, głęboka i wielowarstwowa postać, nie zmienia się diametralnie co kilka minut, bo tego wymaga film. Głęboka i wielowarstwowa postać, ma swój charakter, nacechowany jakąś przeszłością, a jeśli scenariusz wymaga żeby taka postać się zmieniała, zawsze będzie to robić na swój sposób, a nie odwracając cały swój charakter o 180 stopni. Najbardziej mnie jednak zabolał występ Michała Żebrowskiego. Wcielił się on w postać Krwawca, tego dziwnego kolesia z plakatu, i aż trochę boli, że jego postać została tak spłycona. To mógł być naprawdę groźny przeciwnik, ale niestety, cała ta postać sprowadza się do ciekawego wyglądu, i typowej motywacji z cyklu "Ja chcę zniszczyć świat", która nawet nie została poprawnie nakreślona. Sam wygląd jego postaci też jest mocno dyskusyjną kwestią – choć projekt jest bardzo interesujący, wykonanie jest bardzo nierówne. Często Krwawiec wygląda po prostu sztucznie. Szczególnie maska wygląda bardzo gumowo. Jak na film, który tak bardzo afiszuje się swoją wizualną stroną, coś takiego jest po prostu niewybaczalne. Właśnie, efekty wizualne. Jeśli wszystko zawodzi, poszczuj ładnymi widoczkami. Szkoda jedynie, że te cudne otoczenia, które są za tymi niebieskimi drzwiami, wyglądają jakby, urwały się z gry na Playstation 3. Jedyne co jest w miarę dobrze zrobione, to efekty włosów Krwawca (zaznaczam to nie bez powodu, to one są bowiem największym zagrożeniem dla bohaterów), wyglądają one naprawdę nieźle, ale znowu – to tylko kropla w morzu efektów, którymi twórcy usilnie próbują nas zachwycić. Innym problemem jest montaż, który jest bardzo chaotyczny, a sam film sprawia wrażenie, jakby materiału było o wiele więcej, ale dystrybutor uparł się, że film musi być krótszy, bo dzieci nie będą oglądać długiego filmu. Bardzo dużej ilości scen, które tłumaczyłyby pewne wydarzenia, po prostu brakuje, przez co, zmiany w pewnych postaciach zdają się zero-jedynkowe, a cierpią też sceny, gdzie główny bohater eksploruje świat za niebieskimi drzwiami. Wyglądają jakby, zostały wyrwane żywcem ze zwiastunów, bez żadnego przywiązania do poczucia podróży, na zasadzie pokazanie montażu dziecka bawiącego się w tajemniczym świecie. Najbardziej jednak cierpi zakończenie, które jest najzwyczajniej w świecie, żałosne. Nie interesuje mnie, czy książka kończy się tak samo, ja oglądam film. I sposób, w jaki film zaprezentował mi swoją wizję wydarzeń, jest kompletnie nieprzemyślany i ewidentnie na siłę. Wynika to po części z faktu, iż mało co jest faktycznie tutaj tłumaczone, aczkolwiek sam pomysł na zakończenie na pewno nie pomaga. Nie będę rzucał spoilerów, ale myślę, że nawet M. Night Shyamalan powiedziałby, że to, co wymyślili twórcy, jest zwyczajnie głupie. I dziwi mnie w tym wszystkim pozytywny odbiór tego filmu. Rozumiem, opinie są różne, ale na tym etapie, wszystkie recenzje wychwalają ten film za aspekty, które są po prostu spartaczone. Myślę, że wywodzi się to z faktu, że mało filmów dla dzieci ryzykuje, mieszając przyjazny rodzinom content, z elementami poważniejszymi czy groźniejszymi, szczególnie w dzisiejszych czasach. A my tak bardzo lubimy chwalić nowe… Jednakże nie zawsze to, co nowe zasługuje na pochwały, i Za Niebieskimi Drzwiami to idealny tego przykład. Owszem, jest to film, który bardzo wysoko celuje, i próbuje osiągnąć postawione cele, ale w praktyce, nic się tutaj nie udaje. Ten film ani nie wzrusza, ani nie daje do myślenia. Za to jedną rzecz robi skutecznie – przeraża. Przeraża, bo potencjał był olbrzymi, a i tak nasi dzielni filmowcy znad Wisły dali radę go skopać… 2/10 Opolskie Kino Objazdowe włącza się w promocję bezpiecznego zachowania na drogach. W Młodzieżowym Domu Kultury w Opolu odbyły się dwa pokazy filmu „Za niebieskimi drzwiami”, który swoją premierę miał w listopadzie 2016 r. i został entuzjastycznie przyjęty na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Młodego Widza „Ale Kino!” w Poznaniu. Obraz, który powstał na podstawie powieści Marcina Szczygielskiego, w sposób przystępny, nowoczesny plastycznie i atrakcyjny dla współczesnego widza młodzieżowego porusza temat śpiączki, a także staje się przyczynkiem do rozmów o bezpiecznym zachowaniu się w ruchu drogowym. - Większość śpiączek wynika z tego, że po wypadku nie zostaje udzielona w odpowiedni sposób pomoc, następuje utrata przytomności i niedotlenienie mózgu. Sceną wypadku rozpoczyna się też nasz film - wyjaśnia reżyser Mariusz Palej, który w opolskim MDK-u zagościł wraz z aktorką i scenarzystką Magdaleną Nieć. Obie projekcje filmu, które w Opolu odbyły się 14 marca, poprzedziła emisja spotów kampanii społecznej, przygotowanej przez Fundację Opolska Jazda, a także rozmowa o zachowaniach, które mogą wywołać niebezpieczne sytuacje na drodze. Okazuje się, że wiele z nich może być konsekwencją np. obsługiwania telefonu komórkowego, zarówno przez kierowców, jak i przez pieszych przechodzących przez jezdnię. - Badania naukowe dowodzą, że korzystanie z telefonu komórkowego podczas jazdy samochodem czy rowerem odbiera 100-procentowe postrzeganie rzeczywistości. Mamy wtedy do czynienia z tzw. efektem widzenia tunelowego. To znaczy, że nasz mózg odbiera rzeczywistość w ograniczony sposób i w decydującym, newralgicznym momencie możemy nie dostrzec zagrożenia, które się na drodze pojawia, możemy niewłaściwie zareagować bądź w ogóle nie zareagować - tłumaczy podinspektor Maciej Milewski z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu. - Chcemy dotrzeć do dzieci, by nie bały się zareagować i zwrócić uwagę swoim rodzicom: „tato, zapnij pasy”, „tato, nie rozmawiaj przez komórkę”, „nie przejeżdżaj na czerwonym świetle” - tłumaczy M. Milewski. Pomagają w tym spoty edukacyjne, które poprzedzają projekcję filmu. - Nasze spoty pokazują, jak bezpiecznie przechodzić przez jezdnię i w jakich miejscach. Ostatni spot w tym cyklu pokazuje, że brak wyobraźni może zakończyć się tragicznie - mówi Marek Twaróg z Fundacji Opolska Jazda Lepszy Start, koordynator projektu „Bezpieczny pieszy to świadomy pieszy”. - Pieszy, który nieświadomie łamie przepisy ruchu drogowego, stwarza niebezpieczeństwo dla siebie, dla swojego zdrowia i życia - podkreśla M. Twaróg i podaje jako przykład przepis, który mówi, że na przejściu dla pieszych pieszy nie ma pierwszeństwa przed nadjeżdżającym samochodem. - Pieszy przed przejściem przez jezdnię ma tylko jedną rzecz do zrobienia - ma popatrzeć, czy nie jedzie auto. Tylko to ma do zrobienia, a jednak ludzie giną - mówi. Film, który uczniowie zobaczyli w MDK-u, zawita również do innych miejscowości na Opolszczyźnie i w województwach ościennych. - Kierujemy go do dzieci i młodzieży od 5. klasy szkoły podstawowej - zaznacza Bolesław Drochomirecki, koordynator Opolskiego Kina Objazdowego. - Wraz z filmem chcemy dotrzeć do młodego widza z przesłaniem profilaktycznym o bezpieczeństwie na drogach - wyjaśnia. Każdy bilet na film „Za niebieskimi drzwiami” jest cegiełką na Fundację Ewy Błaszczyk „Akogo?”. FundacjaAkogo Za Niebieskimi Drzwiami - Making

sprawozdanie z filmu za niebieskimi drzwiami